Jakiś czas temu poddawałem w wątpliwość, a raczej wyraziłem swoje zdanie na temat gałęziówek, na których punkcie oszalał leśny świat. Wszystko jest oczywiście kwestią gustu i doboru sprzętu. Jeden woli rżnąć, inny rąbać. Ja wolę rąbać. Piła owszem jest poręczniejsza i lżejsza, ale nie ma jak to pomachać kawałkiem metalu nad głowami kolegów. Ale do rzeczy. W obrotach były trzy popularne piły. Fiskars, Bahco i gałeziówka z Lidla. Fiskars nie jest udaną produkcją. Miękkie to, wygina się podczas cięcia, a ostatnio się w końcu złamała. Niech spoczywa w spokoju. Piła z Lidla była sporą niespodzianką. Całkiem fajnie wykonana, dwustopniową blokadę ostrza, która ma zabezpieczać przed upierdoleniem sobie palców, w razie nieautoryzowanego złożenia i całkiem twarde węglowe ostrze. Ale jak to przy stali węglowej, trzeba zadbać żeby nie pordzewiało. Ogólnie... Za te grosze to fajny sprzęt.
No i laplander... Trochę nie rozumiałem jego fenomenu, ale zrozumiałem. Bardzo fajnie wykonana piłka, która w dodatku robi robotę. Mniejsze gałęzie nie robią na nim specjalnego wrażenia...
A i grubsze kłody, też specjalnie się nie opierają. Oczywiście przy większym przeciwniku trzeba się trochę pomęczyć, ale robota idzie sprawnie i nawet przyjemnie. Nie ma sensu rozwodzić się nad długością ostrza, rodzaju stali czy tworzywa. Jest dobra.
Tak. Przyznaję Rafał. Sprzęt jest wart polecenia i swojej ceny. Jak na tą chwilę :) Ale, i tak wolę siekierę.
niedziela, 5 czerwca 2016
Zupa chwaściara.
Spora dawka pokrzywy. Miała stanowić trzon obiadu... To nie tylko pospolity chwast. Kryje w sobie dużo witamin, mikroelementów i soli mineralnych. Spece od zielonych apteczek uważają ją za naturalny antybiotyk. Osobiście nie wybiegałbym tak daleko...
zawiera wiele cennych witamin, mikroelementów i soli mineralnych pomocnych m.in. przy leczeniu kamicy nerkowej i artretyzmu.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/pokrzywa-wlasciwosci-lecznicze-i-prozdrowotne-pokrzywy_34065.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/pokrzywa-wlasciwosci-lecznicze-i-prozdrowotne-pokrzywy_34065.html
zawiera wiele cennych witamin, mikroelementów i soli mineralnych pomocnych m.in. przy leczeniu kamicy nerkowej i artretyzmu.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/pokrzywa-wlasciwosci-lecznicze-i-prozdrowotne-pokrzywy_34065.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/pokrzywa-wlasciwosci-lecznicze-i-prozdrowotne-pokrzywy_34065.html
Kilka liści szczawiu, dla kwasu... Bogate źródło witaminy C.
Krwawnik... Ot tak z dupy, bo można. Też kilka sztuk." Jest to roślina lecznicza, stosowana przy dolegliwościach jelitowych, zaburzeniach jelitowych, wzdęciach, skurczach jelit i niestrawności. Krwawnik można też stosować zewnętrznie w celu łagodzenia stanów zapalnych skóry i błon śluzowych oraz na rany, aby przyspieszyć gojenie.
Koniczyna... A tak wziąłem.
Takie coś trafiłem po drodze. Zwie się to turzyca. Wbrew pozorom nie jest to miejsce zbrodni, gdzie jakiś drapieżnik rozerwał małe bezbronne zwierzątko, o wielkich błagających oczach. To pozostałość po parkotach. Zajęczych zalotach. Często wygląda to tak, że samica ( jakże by inaczej ) jest w centrum zainteresowania, a dookoła kręci się kilku kozaków, którzy chcą zaliczyć. No i się napieprzają przednimi... Skokami? Jakoś tak się te ich łapy nazywają. Po wszystkim jakiś szczęściarz zaliczy panienkę,a reszta wychodzi z
powyrywanymi włosami z klaty. Typowe disco - zajęcze - mordobicie.
Po zebraniu składników, trza było znaleźć miejsce na postój. Udałem się, więc w stronę najbliższej kępy drzew, w celu zakamuflowania swojej obecności przed ewentualnymi zwiadowcami autochtonów. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, okoliczności przyrody okazały się zacne. Duże miasto, to dużo niespodzianek.
Rozpaliłem kuchenkę i miałem chwilę na opatrzenie palca, którego rozwaliłem podczas zbierania pokrzywy. Zapomniałem, że noże mam zawsze ostre. Niby nic, a bolało jak cholera.
Wszelkie liście należy umyć w ciepłej wodzie. Tak jest bezpieczniej. Ocierają się o nie różne leśno - polne stwory i może się przyplątać jakiś tasiemiec czy inne gówno. Rozsądek trzeba zachować.
Po kąpieli chwastów, w garze ląduje suszona wołowina, ziemniak i pół małej cebuli. Nie znalezione oczywiście. Przytargałem ze sobą, jako bazę pod zupę. Podgotowujemy chwilę...
I wrzucamy chwasty... Wszystko gotuje się do momentu kiedy wołowina i ziemniaki będą miękkie i zdatne do spożycia. A my otwieramy piwerko, czekamy, odganiamy komary napawamy się przyrodą... Swoją drogą to zupa zajebiście pachniała podczas gotowania, aż ślinka leciała :)
No i wszystko byłoby w porządku, gdybym nie zostawił w chacie łyżki. Na szczęście było z czego improwizować. Tak to wygląda, a smakuje jeszcze lepiej. W warunkach domowych z chwastów można odstawiać zajebiste sałaty, naprawdę spoko. Spróbuj. Gar na plecy i w teren!
niedziela, 10 kwietnia 2016
Polowanie na żurawia...
Jakość słaba, bo na dużym zoomie, łapy się trzęsą, ale zawsze to coś. Chociaż wolałbym żurawia... Te białe ptaki z tyłu to łabędzie. Coś im się zdrowo pomieszało na wiosnę . Plądrują pola w stadach większych niż sarny.
A tu torba zbieracza i urobek. Pokrzywa, krwawnik, wrotycz. Zmontowałem sobie taki zestaw na wypady po zielsko. Łopatka do korzeni, obowiązkowy scyzoryk, rękawice robocze i woreczki strunowe na fanty. Noszę też wspomagacz pamięci, w postaci przewodnika po roślinach. Przydatna rzecz. Zawsze coś nowego się odkryje. Dorzucę tam jeszcze metalowy kubek i jakiś firestarter, co by na miejscu coś uwarzyć. No! Nie siedź w domu!
sobota, 2 kwietnia 2016
Inspekcja wiosny
Możliwości eksploracji były dość ograniczone ,ze względu na walący się dach. Ktoś podpalił budynek i trzeba było się liczyć z zagrożeniem ze strony latających elementów.
W kręceniu się po lesie dość wydatnie pomogła mi aplikacja mLas mini. Opisywałem ją wcześniej. Warto wypróbować. Uratowała mi tyłek przed zbędnym kluczeniem i zgubieniem się.
I ta cisza, przeszywana szumem wiatru, pojękujących drzew... Baterie same się ładują.
Takiego rozległego buchtowiska jeszcze nie widziałem. Miejsce na skraju rezerwatu. Zwierzęta wiedzą co dobre. Jak widać to jakieś wielkie łopianowe pole, korzeń łopianu stosowany był w medycynie ludowej do oczyszczania organizmu,w Azji hoduje się go jako warzywo. Jeszcze tu wrócę po parę korzeni. U nas jest tępiony jako chwast, ale to potężna roślina...
Kozioł i sarna. Zupełnie im nie przeszkadzałem... Zajęte plądrowaniem pola.
Kocanka piaskowa. Do wykorzystania w problemach wątrobowych,
Wędkarze zrobili sobie miejscówkę karczując spory drzewostan. A niby tacy związani z przyrodą. Swoją drogą to moim skromny zdaniem to jedni z największych syfiarzy nad wodą. Wiecznie zostawiane opakowania po robakach, kukurydzy, worki po zanętach i flaszki...
Przylaszczki. Niby ładny kwiatek, a ziele ma działanie pobudzające wydzielanie soków trawiennych, odkażające, przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, żółciopędne, wykrztuśne, moczopędne, rozkurczowe. Leczoną nią nawet gruźlicę.
Stare fundamenty. Trafiłem na nie pierwszy raz. Chyba dlatego, że były w strasznej gęstwinie w ciągu lata.
Po drodze spotkałem jeszcze zająca, który napędził mi stracha, zrywając się obok mnie do ucieczki. Raport z inspekcji jest pozytywny. Wiosna jest i ma sporo roboty. A wszystko dookoła cieszy oko. Jedyną konkluzją jest nie wkładanie desantów na długi marsz. Zapraszam w teren.
Subskrybuj:
Posty (Atom)